poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 4

CHLOE POV*
Wczorajszy dzień z Justinem był na prawdę wspaniały mimo, że tak szybko minął. Przy Justinie czułam się jakbym znała go od dawna. A znałam go dopiero od jakiś trzech dnia i pewnie to dziwne, ale czuje, że jest kimś kto zdobędzie moje zaufanie, a takich osób jest mało.
Siedziałam na kanapie w salonie, nie przejmowałam się tym, że nadal mam na sobie swoją ulubioną jedno częściową. Popijałam kakao i oglądałam mój ulubiony serial. Mama i babcia krzątały się w kuchni robiąc obiad. Z kuchni dochodziły odgłosy piosenki "Bad". Kobiety w kuchni śpiewały refren, a mój brat tańczył w rytmie piosenki.
Stałam z kanapy i weszłam do kuchni. Zapach obiadu przeszyły zmysły i od razu miałam chrapkę na to co jest w garnkach, które stały na gazie. Otworzyłam pokrywkę jednego z nich i poczułam piękny zapach zupy. Nie wiem jaką "wy cudowały" kobiety, które właśnie w tym momencie fałszowały do piosenki Michaela Jacksona. Nagle ich wyłupy przerwał dzwonek do drzwi.
-Otworze. - powiedziała babcią wycierając ręce w ściereczkę, którą miała włożoną do małej kieszonki fartuszka. Babcia złapała za klamkę dużych brązowych drzwi i do środka wszedł mężczyzna. Miał może po siedemdziesiątce. Był ubrany w białą koszule na której założony był czarny sweter. Do tego ciemne spodnie i jasne buty. Wyglądał jak Ci wszyscy bogaci dziadkowie. W ręce trzymał zwinięty papier owinięty beżową wstążką. Zgrabna kokardka na wierzchu dodawała kartce trochę uroku. Kobieta przyjęła kartkę i jednym zgrabnym ruchem ściągnęła kokardkę. Uśmiechnęła się i poklepała mężczyznę po ramieniu. Ich relacje między sobą były bardzo ciekawe. Może babci podobał się ten mężczyzna, przecież ona też zasługuję na miłość. Od śmierci dziadka bardzo się zmieniła. Nie jest już tą bardzo wesołą panią, która każdego ranka na rowerze jeździła do piekarni po świeży chleb, a na spacerach uczyła wnuczki robić wianki z polnych kwiatów. Teraz była wesoła, ale jednak z jej oczy pryskały iskry smutku i samotności.
Kobieta zamknęła potężne drzwi co wybudziło mnie z przemyśleń. Uśmiechnięta kobieta położyła kawałek papieru na  marmurowym blacie. Mama wychwyciła kartkę. Przeminałe parę zdań i zaczęła czytać tylko te najważniejsze.
-W rezydencji państwa Bieberów odbędzie się co roczny bal. Zapraszamy wszystkich na godzinę 22. -uśmiechnęłam się na samom myśl, że chociaż trochę się rozerwiemy. Bardzo było nam to potrzebne. Całe dnie była ta sama rutyna. Wstaliśmy, jedliśmy śniadanie, sprzątaliśmy czasami jeździliśmy na zakupy. Takie od reagowanie bardzo nam się przyda.
-To jak idziemy?- w moich oczach pryskały miliony małych iskierek. W tym momencie nie chciałam słyszeć odmowy. Pamiętam kiedy miałam pięć lat i przyjeżdżałam do babci we wakacje i wybierałyśmy się na taki bal. Jednak wtedy odbywały się one u państwa Nightów. Chyba musieli teraz oddać pałeczkę innej rodzinie.
-Dobrze. Pójdziemy, ale teraz się szykuj przecież musimy w czymś iść na ten bal.- moja mama uśmiechnęła się na co pisnęłam z euforią. Wbiegłam po schodach na górę. Otworzyłam drzwi od mojego nowego pokoju, w którym zamieszkuje od jakiś czterech dni. Otworzyłam dużą białą szafę i złapałam pierwsze lepsze rzeczy. Do kieszeni szortów włożyłam telefon i słuchawki oraz jakieś pieniądze. Nie musiałam się malować ani robić cokolwiek z włosami. Już wcześniej złapałam je w koka, a rano jak zawsze nałożyłam podkład, cień do powiek i tusz do rzęs.
Przeszłyśmy chyba z milion sklepów i w żadnym nie było nic na mnie. Mama i babcia miały już kupione sukienki i buty, a ja miałam tylko same buty.
-Mamo to jakaś masakra... Żadna mi się nie podoba.- założyłam ręce na piersi. W sklepie wisiały sukienki, które na tym balu mogła mieć co druga dziewczyna w moim wieku, a ja potrzebowałam czegoś innego. Czegoś co będzie się wyróżniać od tych wszystkich sukienek. Sukienka musi pasować do mnie wtedy będę się dobrze czuć.
-Ja wam pokaże jeden sklep. Może coś tam Ci się spodoba Chloe.- babcia poklepała moją dłoń. Miałam nadzieje, że ma racje.
Wsiadaliśmy do samochodu i stanęłyśmy przy malutkim butiki, którego nie można było by zauważyć gdyby nie napis "Fairy dress". Wysiadłyśmy z samochodu. Otworzyłyśmy drzwi od butiku. W przy kasie stała kobieta w czerwonej sukience.
-Dzień dobry. W czym mogę panią pomóc?- kobieta wyszła zza lady i stanęła koło nas.
-Tak. Chciałybyśmy kupić sukienkę dla tej młodej damy.- mama wskazała na mnie. Lekki rumieniec nasunął mi się na policzki.- Moja córka chciałabym taką sukienkę jakiej nie ma "nikt"- ekspedientka pokazała mi parę sukienek. Jednak żadna nie była taka jaką chciałam. Mama i babcia siedziały z opadniętymi rękami, a Jamie zasypiał na krześle.
-Może nie powinnam, ale proszę.- wtedy ekspedientka pokazała mi sukienkę idealną. Nie wiem jak ją opisać, ale miała coś w sobie co do mnie przemawiało.-Jest z najnowszej kolekcji, która wychodzi dopiero jesienią. Wiem, że nie powinnam, ale dzisiaj zrobię wyjątek.- podała mi moje nowe cudeńko.
Kiedy wyszłam z garderoby, kobiety stały w szoku.
-Aż tak źle? - spytałam stając z złączonymi rękami  w taki sposób jakbym miała w nich małą torebkę.
-Wyglądasz genialnie.- powiedziały wszystkie w tym samym czasie.
-Aww czyli bierzemy.- podskoczyłam z ekscytacji. Weszłam do garderoby i przebrałam się w moje poprzednie ubranie. Odsunęłam zasłonę i stanęłam obok kasy. Blondynka zapakowała moją sukienkę, a mama za nią zapłaciła. Wyszłyśmy ze sklepu i pojechałyśmy do domu.

***
Wszyscy byliśmy już ubrani. Jeszcze tylko lekkie poprawki makijażu i mogliśmy iść. Mama miała na sobie piękną miętową sukienkę za to babcia miała perłową. Oby dwie wyglądały prze pięknie. Jamie miał na sobie czarny garniturek w którym wyglądał bajecznie i jeszcze ten maleńki krawacik dodawał mu uroku. 
Babcia zamknęła potężne drewniane drzwi na klucz.Wsiadaliśmy do wcześniej zarezerwowanej limuzyny. No przecież nie mogłyśmy po prostu jechać taksówką. To nie w stylu tych wszystkich bogatych ludzi. 
Po jakiś 30 minutach byliśmy na miejscu. Zadziwiało mnie jak duża jest ta dzielnica. Wiadomo, że była odgrodzona od innych dzielnic "wysokim płotem" i na początku wjazdu miała dużą czarną bramę, ale nie spodziewałam się, że jest aż tak rozległa. Kiedyś babci mieszkała w zwykłym domku na wsi. Teraz niestety chciała zapomnieć o dziadku i wyprowadziła się tu. Już dawno mogła tu mieszkać, bo miała do tego spory budżet, jednak ona wolała mieszkać na wsi. 
Stałyśmy już na sali tronowej. Dom państwa Bieberów to wcale nie dom tylko zamek. Kiedy stanęliśmy przy nim nie mogłam powstrzymać się od otworzenia ust w szoku.
Na sali było dużo osób. Można było powiedzieć, że to jakby impreza w sylwestra. Byli tu ludzie w różnym wieku. Było tu również dużo chłopców. Na samą myśl o nich zarumieniły mi się policzki. Rozejrzałam się jeszcze po całej sali. Wtedy zauważyłam Lili i Dylan. To te dwie o których mówił mi Justin. Pomyślałam i zdziwiło mnie to, że one również są na takim "balu". Wtedy zauważyłam blond włosy i genialny uśmiech. Justin. Wszystkie moje zmysły zaczęły znacznie szybciej działać. Cholera. Nie wiem czemu na mnie tak działa, ale to chyba nie dobrze, że tak jest. Muszę przystopować. Jeszcze wyjdzie, kiedyś tak, że zgodzę się na jego erotyczne fantazje. Wtedy było by źle. 
-Kochanie my idziemy tam do grona znajomych.- poinformowała mnie mama na co kiwnęłam głową w zrozumieniu. Stwierdziłam, że nie będę stać w jednym miejscu, więc poszłam do stołu z jedzeniem. Wzięłam małą przekąskę, bo nie byłam głodna.
-Może szampana?- stał koło mnie przystojny kelner z tacą pełną kieliszków z szampanem. Wzięłam jednego kieliszka i uśmiechnęłam się do kelnera, który poszedł dalej. W sumie jeden szampan chyba mi nie zaszkodzi. Odstawiłam pusty kieliszek tam gdzie stały inne i wtedy poczułam czyjąś rękę na swojej talii.


JUSTIN POV* 
Przygotowania do balu trwały już od jakiś miesięcy. W sumie nie miałem nic do niech, ale czasami nie wkurzały tym opanowaniem. W tym roku wpadłem na pomysł, aby od dzielić starszych od nastolatków. I to był genialny pomysł. 
Zbierało się już tyle ludzi, że ledwo mogłem nadążyć odbierać kurtki od starszych pań. Dzięki Bogu tata wyciągnął mnie z tego bajzeru i mogłem iść się normalnie pobawić z kumplami i kupelami. 
-No stary jaki odpicowany.- przywitałem się z Austinem i innymi. Wtedy zauważyłem, że Lili patrzy się na mnie z uśmiechem na twarzy. Nie wiem co znowu nagadała tym swoim przyjaciółeczką, ale to chore, że myśli, że będziemy razem. Czasami myślała, że wszystko może i będzie mieć "każdego" tylko z takim uszczerbkiem, że ja nie jestem "każden".
-Stary to nie jest ta laska z parku?- wszyscy chłopacy obrócili się w stronę wejścia. 
-Nie wydaje mi sie...- wtedy zobaczyłem Chloe w sukience. Wyglądałam idealnie. Nie umiem opisywać sukienek u dziewczyn, ale ta była genialna. Idealnie dobrana do jej figury. Każdy detal pasowała do siebie. Jej idealne brązowe włosy opadały na jej piersi. Wysokie buty dodawały jej centymetrów. Była idealna.
Właśnie zeszła po małych schodach na dół i stanęła obok szwedzkiego stołu. Zauważyłem, że większość chłopaków patrzy się na nią z chrapką w oczach. Nawet niech nie ważą się jej dotknąć bo utłukę. 
-Stary! Twój kuzyn to mas szczęście.- Kendal pokazał na brunetkę i bruneta stojącym przy stole. Nagle poczułem jak złość napływa do moich żył. Tylko nie ten skurwiel. Pomyślałem zaciskając szczękę i poszedłem w kierunku nich.
-Ja cie chyba nie znam.- usłyszałem piskliwy głos brunetki, która odpychała rękę Josha ze swojej talii. Przysunąłem ja szybko do siebie w taki sposób, że nie panowałem nad uciskiem, którym ją trzymałem. Josh uśmiechnął się do mnie cwaniacko i poprawił mi kołnierz mojej koszuli. Odepchnąłem jego rękę ode mnie. 
-Wiesz co, trzymaj łapy przy sobie.- puściłem Chloe i przesunąłem ją za siebie. Josh stał jakby nie wzruszony tą sytuacją i tylko klasną  ręcę. 
-Wiesz co Justinku. Trochę mi jej szkoda, będzie kolejną laską, którą chcesz przelecieć. Eh.-zaczął odchodzić, a ja nie wytrzymałem napięcia złapałem go za koszule i rzuciłem na stół z jedzeniem. Huk było słychać nawet w sali, w której bawili się starsi.Ale się tym nie przejmowałem usiadłem na Joshu rozkrokiem i zaczęłam pokładać go po twarzy. 
-JUSTIN!-usłyszałem głos mojego ojca, który natychmiast zdjął mnie z znienawidzonego kuzyna. Wszyscy patrzyli z niedowierzaniem, a ja po prostu nie dałem rady musiałem wyjść ochłonąć.
Kurwa jak zawsze muszę coś spierdolić i jak zawsze ojciec będzie mi wpierdalać, że nie jestem synem takiego jakiego zawsze chciał. IDEALNEGO. Kurwa. Wyciągnąłem paczkę papierosów, które zawsze miałem przy sobie w razie jakbym był wkurzony. Wyciągnąłem jednego i zapaliłem. Zaciągnąłem się i cała złość zaczęła po woli ze mnie schodzić.
-Palisz?- usłyszałem cichy głos. Obróciłem się i na środku korytarza stała Chloe. Nic nie powiedziałem tylko nadal paliłem dalej.-Wiesz to nic, ale jednak to Ci szkodzi.- usłyszałem stukanie obcasów i ujrzałem sylwetkę brunetki na balonie na którym się znajdowałem. Oparła się rękami o barierkę. 
-Jeden papieros od czasu do czasu nie zaszkodzi.-przydepnąłem niedopałek papierosa. Przysunąłem się do Chloe i chciałem ją przytulić, kiedy mnie odsunęła. 
-Za szybko.- powiedziała stając prosto przede mną. Nie wiedziałem co powiedzieć czy powiedziała tak ze względu na to co powiedział ten debil czy tak po prostu. 
-Nie słuchaj tego idioty. -powiedziałem wkładając ręce do kieszeni. 
-Słucham siebie.-powiedziała mi do ucha i weszła do środka. 


*******
Hej kochani oto dzisiaj w końcu po wielkiej nieobecności coś napisałam! Jej! Myślę,że rozdział wam się podoba jeśli tak to LICZĘ NA KOMENTARZE :)


poniedziałek, 7 lipca 2014

Rozdział 3

CHLOE POV*
Spałam w najlepsze, gdy ktoś wszedł do mojego pokoju i odsłonił zasłony. Cholera kto musi być, aż taki zły na mnie, że musiał wyciągać mnie z mojego transu? Otworzyłam leniwie oczy. Moja mama stała nade mną z uśmiechem na twarzy. Ohh jakie to słodkie, ale ja chce jeszcze pospać!
-Wstawaj słońce! Już 10 rano, nie będziesz aż takim leniuchem. - pociągnęła moją kołdrę, która spadła na ziemię. Skuliłam nogi. 
-Ja się nigdzie nie ruszam, a po drugie muszę leżeć w łóżku, więc mam pretekst by spać dłużej. Dziękuje za uwagę i proszę o oddanie mi mojej kołdry. - Spojrzałam na mamę, która kręciła nie zadowolona głową. Nie miałam jej tego za złe, bo pewnie strasznie ją wkurwiałam. No ale cóż, takie są już nastolatki. Podniosłam się do pozycji siedzącej. Przetarłam zmęczone oczy. Moja mama otworzyła okno. I dobrze zrobiła, bo było strasznie duszno, a na zewnątrz było tak gorąco jak byście rozgrzali patelnie. Masakra. 
-Jak ma na imię ten chłopak? - spojrzała na mnie z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Wiedziałam, że kiedyś zacznie się o niego wypytywać, ale co miałam jej powiedzieć? Przecież prawie nic o nim nie wiedziałam. 
-Justin.- spuściłam głowę w dół. Nie chciałam by zobaczyła moje rumieńce. Zawsze tak mam jak mówię o jakimś przystojnym chłopaku. Ale tak już miałam i nie mogłam tego zmienić. 
-Widzę że się rumienisz! - zaśmiała się cicho i ominęła moje łóżko. Stanęła w drzwiach. - Za 15 minut śniadanie nie spóźnij się bo będziesz jeść sama. Kocham Cię! - ostatnie słowa powiedziała zaa drzwi .
-Ja Ciebie Też! - odkrzyknęłam. 
Lubię spędzać czas z moją mamą. Jest bardziej wyluzowana niż inne mamy moich koleżanek. Jest dla mnie jak siostra. Mogę jej powiedzieć o wszystkim, dosłownie! Rozmawiałyśmy na każdy temat. Zawsze mogę je zaufać, kiedy mam jakiś problem ona pomorze mi go rozwiązać. Po prostu jest moją idealną mamą, której bym na żadną inną nigdy nie wymieniła. 
Wstałam leniwie z łóżka. Otworzyłam moją szafę. Wczoraj mama pomogła mi się wypakować. Więc wszystko było ładne poukładane. Do czasu. Mimo tego, że nie potrafię usiedzieć w domu zbyt długo, to nie umiem utrzymać porządku w szafie. Zawsze mam ją po przewracaną o 360 stopni. No ale chyba, każda dziewczyna tak ma prawda? 
Wyjęłam z szafki niebieskie szorty, białą bluzkę z napisem "Crazy" .Poszłam do łazienki. Ubrałam się. Stanęłam przed lusterkiem. Boże jak ja wyglądam. Jak jakiś potwór. Umyłam twarz. Nałożyłam podkład. Jasny cień na powieki oraz kreski. Idealnie. Na usta nałożyłam jasną pomadkę. Wręcz różową, ale nie jakąś bardzo widoczną. Z włosami nie robiłam nic wielkiego. Złapałam je i na szybko zrobiłam koka. 
Uff teraz wyglądam normalnie. Wreszcie. 
Wyszłam z łazienki. Wyciągnęłam z pod łóżka czerwone Vansy . Założyłam je i zeszłam na dół. Moja noga już tak nie bolała jak wczoraj, ale nadal wolałam ją obandażowywać. Tak dla upewnienia, że nic się nie stanie. Na dole babcia ustawiała koszyczek z świeżymi bułkami i chlebem. Zawsze uwielbialiśmy świeże pieczywo, a babcia Merry uwielbiała chodzić po nie z samego rana. Taka jakby tradycja. Usiedliśmy wszyscy przy stole. Mój brat James ledwo siorbał swoje kakao, a jego twarz prawię co upadała na talerz przed nim. Biedne dziecko. Dlaczego musi wstawać tak wcześnie. Uśmiechnęłam się nie wiem dlaczego, tak bez powodu. 
-Mamo możesz podać mi miód.- poprosiłam grzecznie. Moja mama miała na imię Kristen . Była brunetką i miała zielone oczy. Uwielbiam ją. Każdy mi mówi, że jestem wykapana mama. A mi to nie przeszkadza. Lubie jak ludzie tam mówią. Moja mama jest dla mnie mentorem, dobrą duszyczką. Nikt chyba nie miał na głowię tyle co ona. Mama podała mi miód. Boże kocham miód. Bym mogła go jeść litrami. Ale każdy ma swoje zwariowane uzależnienia. Moim jest miód! Hahah mniejsza o to. 
-Dziękuje. - odeszłam od stołu i poszłam zanieść talerz do zmywarki. 
-Mój też. - powiedział James. Był taki słodziutki. Miał tylko 6 lat, ale już był niezłym rozrabiaką. Jak to mówi moja mama " szybki Bil". Nie wiem czemu i wole nie wiedzieć. Jamie pobiegł do salonu i rzucił się na kapę.
-Ooo jaka zimna! - zamkną oczy . Czasami jest taki głupiutki. 
-Mamo idę się przejść. Jestem pod telefonem jakby coś. - uśmiechnęłam się do niej.
-Tylko nie uprawiaj seksu z tym ... -pomyślała chwilę.- Justinem w aucie. Nie chce mieć już wnuków. - zaśmiała się razem z babcią. 
-Ja po prostu nie mogę z wami wszystkimi! - krzyknęłam. Wyrzuciłam ręce i się zaśmiałam. Czasami one są takie głupie. Ale i tak je kocham. 
Wyszłam z domu i poszłam do parku, który miałam już wczoraj na oku. Jednak mój "wypadek" zmarnował mi szansę na poznanie tego miejsca. Przeszłam przez bramę i pierwsze co zauważyłam to obściskującą się parę. Jeszcze mało by brakowało, żeby uprawiali tu seks. Masakra. Dopiero teraz zauważyłam, że ten park jest połączony z normalnym miejskim. Pewnie z tond Justin wyjechał, kiedy na mnie wpadł. A może jest gdzieś tu. Idę się rozejrzeć. 

JUSTIN POV*   
Jeździliśmy deskami po rampach. Zrobiłem ostatnie triki i wyjechałem z rampy, żeby inni mieli trochę miejsca do popisu. Podjechałem do Lil'a który rzucił mi wodę w butelce. Upiłem trochę. 
-Stary pacz jaka laska. - szturchnął mnie.  Spojrzałem na niego. 
-Gdzie? - spytałem. Pokazał mi ją. Kurwa. Przecież to Chloe. Uśmiechnąłem się na samą myśl o tym, że tu jest. Lil się na mnie spojrzał. 
-Stary to ja ją wyczaiłem! Zaklepana. - zaczął biegnąć do niej ruszyłem za nim. Specjalnie zagrodziłem mu drogę. Zaśmiałem się widząc go, aż tak zdeterminowanego podejściem do Chloe. Lil spojrzał się na mnie złowieszczo i chciał mnie wyminąć. Jednak ja nie dałem za wygraną. Od razu dołączyli do nas Nick , Kendal i Logan. Zaczęliśmy go wkurzać.Uwielbialiśmy to. Zawsze gdy wyczaił jakąś dziewczynę po prostu, chcieliśmy zrobić wszystko, by do niej nie podszedł. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Lil się na mnie wkurzył i zaczął gonić mnie po boisku od kosza. Jak zawsze!
-Zaraz cię złapie Justin! - zaczął krzyczeć. -Przede mną nie uciekniesz! - zaśmiałem się na to jaki czasami głupi potrafi być. Lil jest moim przyjacielem od 5 klasy podstawówki, kiedy jakiś starszy chłopak chciał mnie pobić, on stanął w mojej obronie. Dla niego nie skończyło się to dobrze bo oberwał, ale zdobył nowego kumpla. Od tamtego czasu jesteśmy normalnie jak bracia. 
-Jakie dzieciaki. - usłyszeliśmy kogoś głos. To była Lili. Patrząc na nią mówię wam, chodząca wkurwiająca seks bomba. Każdy się za nią ogląda. Mówiąc każdy, nie mam tu na myśli siebie. Ta laska czasami doprowadza mnie do szału, a ja uwielbiam ją wkurwiać. Złapałem ją za nogi i przełożyłem przez ramię. Zaczęła mnie bić nogami i swoimi małymi piąstkami. 
-Justin ty chuju! - zaczęła się drzeć. Chłopaki zaczęli się śmiać. Odłożyłem ją na ziemię. Uderzyła mnie pięścią w klatkę piersiową. - Jesteś jebaną cipą Justine Bieberze. - uśmiechnęła się zadziornie. 
-Tak. - przybliżyłem ją do zielonej kraty otaczającej boisko. Spojrzałem na nią. Jej mina była bezcenna nie spodziewała się tego. 
-Tak.. - powiedziała cicho. Przybliżyłem się do jej ust. 
-Uuuu.- Lil i Kenadal zasłonili usta pięściami. Lily chciała mnie już pocałować, a ja się odsunąłem. 
-Możesz o tym tylko śnić kotku. - mrugnąłem do niej . Przybiłem z chłopakami piątkę. Przeszedłem przez ogrodzenie. Obejrzałem lekko park. I zauważyłem Chloe. Podszedłem do niej i zakryłem jej oczy. Ciekawy czy zgadnie kto to. 
-Hymm . - zaczęła dotykać ręką mojego bicepsa. - Zdecydowanie Justin. - odsłoniłem jej oczy.  
-Dobra jesteś. Nie wiedziałem że rozpoznasz mnie po bicepsie. - uśmiechnąłem się. Chloe zakryła twarz i się obróciła. 
-Co się stało? - stanąłem przed nią. I dopiero teraz zauważyłem że się rumieni. Złapałem jej twarz i lekko musnąłem jej usta. Ona znów zakryła twarz. 
-Bo będę wyglądać jak burak! - zaśmiałem się . 
-To będzie mega uroczym burakiem. - powiedziałem jej do ucha. Spojrzała na mnie. Uśmiechnęła się. Chloe były inna niż każda dziewczyna, którą znam. I była mega seksowna. Dlatego Lil od razu zwrócił na nią uwagę. Chloe usiadł na ławce w pobliżu nas. Ruszyłem w ślad za nią.
-Kto to ten chłopak z którym biegałeś po boisku? - spojrzała na mnie. 
-Mój przyjaciel. Jest po prostu dla mnie jak brat. A ci chłopacy to Nick, Kendal i Logan. Kiedyś ich poznasz. - uśmiechnąłem się. Popatrzałem na boisko. Stała tak Lily z jej psia psiapsiółką Dylan. Wkurwiały mnie obie. 
-A ta wymalowana dziunia? - zrobiła minę jakby była nią znudzona. 
-Wymalowana lala, ma na imię Lili. Wkurwiające babsko. - spojrzałem na nią, a ona na mnie. - Okey choć coś zjemy bo umieram z głodu. - wstałem i podałem rękę Chloe. Złączyliśmy razem palce. Ja prowadziłem, bo ona była tu nowa i już widzę jakbyśmy doszli do jakiej kol wiek restauracji albo stoiska z jedzeniem. No ale nie winie jej za to jest tu nowa. Szliśmy jakieś 5 minut i doszliśmy do "Starbucksa" . Zamówiliśmy 2 kawy na wynos i wyszliśmy.
-Chce do Macdonald albo KFC ! Justin mam ochotę na fast foody! - ta dziewczyna coraz bardziej mnie zadziwia.
- Serio? Nigdy nie widziałem żeby dziewczyna błagała chłopaka o pójście do Macdonaldu albo KFC . Hahha . - wyrzuciłem puste opakowanie do kawie do kosza. 
-Ja po prostu jestem oryginalna. - zatrzepotała rzęsami i poruszyła dziwnie brwiami .  Już polubiłem te dziewczynę! Poszliśmy do KFC i każde z nas coś zamówiło.Wybraliśmy stolik przy oknie. Zaczęliśmy jeść. 
-Justin?- spojrzałem na Chloe wycierała kąciki ust serwetką.
-Tak? - spytałem . Napiłem się Pepsi. Ach w końcu coś na ochłodę.
-Opowiesz mi coś o sobie? - spojrzała się na mnie. Położyła ręka pod brodą. To bardzo ciekawe. Nigdy w życiu nie pomyślał bym, że kogoś będzie ono interesować. 
-A co konkretnie? Wiesz nie mamy za dużo czasu, a całego życia Ci nie opowiem.- brunetka machnęła ręka jakby miała tego czasu nie wiadomo ile. 
-Uwierz mi mam go dużo mogę wrócić do domu o 3 nad ranem, ale chce coś o tobie wiedzieć. Na przykład ile masz lat , jak się nazywasz, twój numer telefonu. - uśmiechnęła  się . Aha to oto chodziło. Czemu po prostu nie zapytała. Opuściłem głowę i zacząłem się śmiać. 
-Co jest w tym zabawnego? - spojrzałem na nią. Uniosła jedną brew i miała duże oczy wyglądała co najmniej dziwnie. 
-Mogłaś po prostu spytać. Daj mi swój telefon. - wyciągnąłem rękę ku niej. Po chwili trzymałem w ręce jej telefon. Wpisałem swój numer. - Masz zapisz mnie jak tam sobie chcesz. - Chloe wcisnęła parę przycisków i się uśmiechnęła. Pewnie podpisała mnie jakoś głupio nie wnikam. Wszyliśmy z KFC i poszliśmy w  stronę domu brunetki. Spojrzałem na nią cała się trzęsła. Zdjąłem bluzę.
-Załóż. - podałem jej na co ona szybko ją założyła. 
-Jak ciepło. - schowała ręce tak w rękawach że nie było ich widać. Po chwili byliśmy już pod domem Chloe. Spojrzała na niego.
-Może wejdziesz? - spytała. Schowałam ręce do kieszeni.
-Może innym razem troszkę mi się spieszy. - Chloe się do mnie przysunęła i po chwili byliśmy już przytuleni. 
-Jak ciepło. - zachichotała. Normalnie urocz ość emanuje od niej z kilometra. Pocałowałem jej czoło. Znów zachichotała. Po prostu ta dziewczyna jest inna. W dobrym sensie tego słowa znaczeniu. 
-Muszę już iść. - uśmiechnąłem się do niej. Wydęła dolną wargę i zrobiła duże oczy. -Jutro się spotkamy. - złapałem jej twarz w swoje ręce i pocałowałem ja. - Do jutra. - Chloe pobiegła do drzwi. Pomachała mi i się za nimi schowała. Ta dziewczyna jest po prostu urocza. Uśmiechnąłem się i poszedłem w kierunku parku. Jakoś muszę się dostać do domu. 


_________________________________________________________________
Kolejny rozdział pisany dzisiaj przez 4 godziny, ale to nicz. :)
Myślę że może chociaż trochę przypadnie wam do gustu :) 
Miłego czytania :)
PISANE PRZY PIOSENCĘ 


Myślę że kolejny rozdział będzie nie bawe i przepraszam za "JUSTIN POV*" bo trochę mi nie wyszedł xD  
ENJOY! 

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 2

Chloe Pov* 

Jakoś po 10 minutach byliśmy w klinice . Justin (bo tak miał na imię nie znajomy) poszedł do recepcji wypełnił niezbędne dokumenty i położyli mnie w jakieś sali. Nie musiałam czekać za długo, ponieważ już po niespełna 5 minutach lekarz opatrzył moją nogę. 
-No panno Howl to tylko lekkie stłuczenie. Więc nie ma powodu by pani została na obserwacji. - lekarz nie był młody . Może miał około pięćdziesiątki . Jednak i tak nie byłam nauczona że ktoś mówił do mnie "pani" . Przecież nie jestem taka stara. No ale cóż, pewnie mówi tak każdej klientce. Szczerze pielęgniarki zabandażowały mi nogę, a lekarz kazał mi leżeć minimum tydzień w łóżku. Ehh . Chodziarz dobrze że nie miałam większych obrażeń z nogą. Justin rozmawiał jeszcze chwilę z lekarzem. Nie wiem o czym i nie chce wiedzieć . Po chwili wszedł do pomieszczenia w którym aktualnie przebywałam . Nie lubię tych pomieszczeń. Są bardzo przytłaczające to znaczy w salach dla dzieci ściany były kolorowe za pewne dlatego żeby dzieci nie czuły się jak w kostnicy . 
-Choć trzeba odwieść cię do domu. - moje przemyślenia zburzył głos Justina. 
-Ale jak zawieść ? - uniosłam jedna brew w zdziwieniu . Przecież mnie tu przyprowadził więc jak chce mnie zawieść? Ohh chyba nie na deskorolce? Przecież my się na niej zabijemy . Czasami myślę że mogła bym choć raz myśleć choć trochę normalnie. 
-Eee autem . - uśmiechnął się . Tak jak teraz na niego patrze wydaj mi się że nie jest z tych bogatych dzielnic . Nie chodzi tu o to że ubiera sie jak lump bo ubiera się na prawdę jak jakiś bogacz, chodzi tu oto że miał styl podobny do gangsterskiego. Opuszczone spodnie , czapki z daszkiem . A jak on jest z mafii? Nawet tak nie myśl Chloe. To tylko twoja jebana podświadomość. Podparłam się na łokciach patrząc na niego . 
-A lekarz pozwolił mi już jechać do domu? - podniosłam się do pozycji siedzącej - Mówił że nie ma powodu zostawać na obserwacji , no ale może jeszcze mam nie jechać? Potem będą mnie szukać, a mnie nie będzie to trochę tak głupio robić im kłopot. Nie uważasz? - spojrzałam na swoje dłonie w zawstydzeniu że tak dużo gadałam . Justin opuścił ręce, które opadły wzdłuż jego sylwetki. Ruszył w moją stronę . Stało obok mojego łóżka i rozejrzał się po pomieszczeniu.  Podszedł do ściany przy której stało krzesło i przysunął je do łóżka , po czym na nim usiadł. 
-Wiesz ... To wiele ciekawych pytań. - uśmiechnął się - Myślę że zostaniemy tu trochę, a jak przyjdzie lekarz to się zapytamy czy możemy jechać. - spojrzał w stronę drzwi, tak jakby lada moment miał przez nie wejść ten sam lekarz. Spojrzałam się na niego i dopiero teraz zauważyłam tatuaż za jego uchem . Był to klucz wiolinowy . 
-Emm. Justin... - opuściłam głowę w dół . Jeden niesforny kosmyk włosów wysunął mi się z za ucha. Złapałam go i jednym ruchem zasunęłam go za ucho. 
-Tak? - spojrzał na mnie z tym słodkim uśmiechem.  
-Co oznacza ten tatuaż za uchem... Ten klucz. - pokazałam miejsce o , które mi chodziło .
-Ahh ten. Jestem bardzo związany z muzyk. -uśmiechnął się. W tym momencie do sali wszedł lekarz. 
-Oo pana Howl jeszcze tutaj? - uśmiechnął się trzymając jaką kartę pacjenta. 
-Ymm tak. Nie chciałam wychodzić tak bez uprzedzenia.- uśmiechnęłam się do niego. Justin odłożył krzesło. Pomógł mi wstać i poszliśmy w stronę wyjścia. Pielęgniarka stojąca w recepcji z uśmiechem nas pożegnała. Szliśmy przez parking, aż doszliśmy do czarnego Ferrari Justina. Na sam widok, aż mi szczęka opadła. Justin otworzył mi drzwi i pomógł mi wsiąść. Ooo on jest taki uroczy. Justin usiadł na swoim miejscu i odpalił auto. Wyjechaliśmy z parkingu. 
-Justin? - spojrzałam na niego był bardzo skupiony na drodzę. 
- Hymm? - spojrzał na mnie, potem znów na drogę. 
- Skąd wo gule wzięło się to auto? - oparłam głowę o szybę i wsłuchałam się w piosenkę lecącą z radia. 
-Mój kolega go podwiózł. - spojrzał się na mnie chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu dzwonek telefonu. 
Justin z lekkim wkurwieniem odrzucił połączenie i rzucił telefonem o deskę rozdzielczą. 
-Gdzie tak dokładnie mieszkasz?- spytał przerywając cisze między nami. 
-Dokładnie na ulica Latimer Rd 519 - uśmiechnęłam się. Justin skręcił w potrzebną drogę, i po 10 minutach byliśmy na miejscu. 
Justin wysiadł z auta i pomógł dojść mi do drzwi. 
Zadzwoniłam dzwonkiem i otworzyłam moja mama. 
-O boże co ci się stało?- spojrzała na mnie z wielkimi  oczami . 
-Mały wypadek. - Justin mnie wyprzedził z odpowiedzią. Uśmiechnął się do mojej mamy. Wprowadził mnie do domu. 
-Może zostaniesz na kolacji? - moja mam spytała z "grzeczności". Znając ją wypyta go o każdą rzecz. Zada mu tyle pytań, że chłopak się zakręci i nie będzie wiedział na jakie pytanie odpowiedzieć. Więc lepiej będzie jak się nie zgodzi. 
-Troszkę się śpieszę więc może innym razem. - spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Speszyło mnie to wiec spuściłam głowę. Moja mam i babcia uśmiechnęły się, na co ja bezszelestnie powiedziałam : już po was. 
-Ja już muszę iść ale jeszcze kiedyś się spotkamy. - Justin spojrzał na mnie i puścił mi oczko. Spojrzał się na moją mamę i babcie. - Do widzenia. - tylko kiedy wyszedł z mojego domu, pacnęłam się ręką w czoło.
-Już masz chłopaka. - mama puściła mi oczko. Boże zabije je za to! - Siadajcie do stołu!- krzyknęła by wszyscy usłyszeli. 


***
Po zjedzeniu kolacji poszłam do siebie. Spojrzałam na swój telefon była godzina 20. Wzięłam piżamę, bieliznę i poszłam do łazienki. Wykąpałam się w moim ukochany żel po prysznic z "CoCo Chanel". Ubrałam wcześniej wybraną bieliznę i piżamę. 
Wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżku. 
Nie musiałam długo czekać na sen, ponieważ Morfeusz od razu zabrał mnie w krainę snów. 

____________________________________________________
Mamy rozdział 2 :)
Pisany na szybko więc rewelacji nie będzie :( 
Ale z 3 się postaram :)
Mamy nawet swój własny zwiastun (sama robiłam) 
LINK
link 2
zapraszam na konto yt : 
 https://www.youtube.com/channel/UCUhrXU2sO-4CEz39fMYPusA/videos

znajdziecie tam więcej zwiastunów !!
Zapraszam :) 



czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 1


Jechaliśmy autem już dobre 2h. Co jakiś czas mama robiła postoje na stacjach benzynowych. Przeprowadzka była koniecznością, ponieważ jak to uważała moja mama, tata sprowadził na nas wiele problemów. Mieliśmy przeprowadzić się do babci do Los Angeles z dala od Chciago. Chciała zapomnieć o tym wszystkim rozpocząć nowy etap w życiu. Jednak nie wiem czy było to do końca możliwe, ponieważ goście, którzy chcą kasę od ojca szukali mojej mamy by oddała im choć pół zadłużenia.Ehh. Takie życie.
Jazda autem nie jest dla mnie zbyt dobra. Choroba lokomocyjna wcale nie umila podróży.Ale trzeba o tym zapomnieć i wsłuchać się w piosenki z mojego telefonu.  Właśnie wjechaliśmy na bogatą dzielnicę mojej babci. Tak była bogata, jednak mama nigdy nie mówiła jej o naszych problemach. Nie chciała jej martwić. Wyciągnęłam słuchawki z uszu, właśnie słuchałam piosenki "I'm not yours",kiedy zdałam sobie sprawę że jesteśmy blisko domu babci. Spojrzałam w swoją prawą stronę. Mój podekscytowany brat nie mógł usiedzieć na miejscu. Przylepił się do szyby jak jakaś rozgwiazda. Zaśmiałam się cicho pod nosem na ten widok. Chciałabym wrócić do tych czasów , kiedy byłam małym dzieckiem. Kiedy nie wiedziałam co to ból i cierpienie. Kiedy nie rozumiałam tych problemów z , którymi borykało się wiele ludzi. Chciałam znów chcieć marzyć o księciu z bajki , o jednorożcach . Jednak moja rzeczywistość przytłaczała mnie bardziej. Stanęliśmy właśnie przed domem babci. Spojrzałam przez okno. Starsza kobieta w ciemnych spodniach i beżowym swetrze stała uśmiechnięta i czekała na nasze wyjście z auta. Odpięłam pasy i złapałam moją torbę. Jako pierwszy z auta wyleciał mój brat. Od razu wskoczył babci na ręce. Uśmiechnęłam się na ten widok. O ile pamiętam to ostatni raz u babci byliśmy 2 lata temu na wakacje, ponieważ moja mama musiała pracować w dwóch miejscach, aby mieć pieniądze na czynsz , jedzenie i inne niezbędne rachunki. Moja mama była bardzo ucieszona na widok babci, przecież wiele razu mówiła że za  nią tęskni. Mama przytuliła się do niej, po czym dała jej całusa w policzek :
-Dawno się nie widziałyśmy mamo.- puściła ją, ostatni raz się do niej uśmiechając. Babci obróciła się w moją stronę. Uśmiechnęła się do mnie, na co ja przytuliłam ją za wszystkie czasy w których nas nie było.
-Tak bardzo się za tobą stęskniłam.-mówiłam w jej ramie, tak jak kiedyś, kiedy byłam mała tylko z tą różnicą że wtedy sięgałam jej do brzucha.
-Ohh ja za wami też.-przestałyśmy się przytulać. Poprawiła niesforne ramiączko o torebki i w tym momencie przyszedł mój brat. Podbiegł do nas z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Babcia zrobiła pycha babeczki. - na jego twarzy pokazał się uśmiech od ucha do ucha. Ruszyłam w stronę drzwi frontowych i nie marnując ani chwili złapałam za klamkę. Kiedy byłam już w środku otulił mnie zapach miodu. Pobiegłam do kuchni i zabrałam jedną z babeczek. Wiem zachowywałam się jak dziecko, ale właśnie takich chwil w życiu od dawna mi brakowało.
-Yymmm.- delikatnie dotknęłam palcem ust i zabrałam  z nich nadmiar okruszków.-Ta babeczka była niesamowita.- te słowa wręcz zaśpiewałam na co wszyscy wybuchli śmiechem włącznie ze mną. 
**
Po długiej rozmowie z babcią postanowiłam wyjść na świeże powietrze. Nie jestem osobą siedzącą cały dzień w domu, muszę coś robić bo inaczej zanudziłabym się na śmierć. Szłam chodnikiem, rozglądając się po okolicy. Dzielnica na której mieszka moja babcia, była przepiękna. W dali było widać piękny park, już wiem co będę robić jutro. Szłam tak przez długi czas rozglądając się do o koła, gdy nagle ktoś na mnie wpadł.
-Ałł. - złapałam się za kostkę która rwała mnie z bólu. Fajnie no to najbliższe 2 tygodnie będę leżeć w łóżku. 
-Cholera. Nic Ci nie jest?- spojrzałam na kostkę. Była sina. Dopiero potem zobaczyłam koło siebie deskę do jazdy. Pewnie uderzył mnie nią w kostkę. 
-Chyba skręciłam kostkę.-oznajmiłam. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale nieznajomy wziął mnie na ręce. - Nie musisz mnie nieść.-uśmiechnęłam się i po raz pierwszy spojrzałam się na nieznajomego. W jednej sekundzie moje gardło zrobiło się suche i  nie mogłam wydusić ani jednego słowa. 
-Ohh uwierz jestem Ci to winien.- uśmiechnął się pokazują rząd białych zębów. Nic nie powiedziałam, tylko się na niego gapiłam jak jakaś głupia.No ale cóż nie codziennie niesie mnie na rękach taki przystojniak. Chyba  zauważył to że go oblukuje bo spojrzał się na mnie i uśmiechnął. Chyba już kocham to miejsce i to bardzo. 


_____________________________

Pierwszy rozdział,wiem nie jest wcale za dobry, ale cóż jakoś po woli będzie robił się ciekawszy (Mam taką nadzieje. :) ) 
Mam też 2 inne opowiadania, jednak z jednego chyba zrezygnuje. 
Swoje opinie piszcie w komentarzach :) 
Miłego czwartku :) 

środa, 23 kwietnia 2014

Bohaterowie


Chloe Howl / 18 lat / Przeprowadza się 
do babci z powodu problemów.







 Justin Bieber / 20 lat. / Chce w końcu ułożyć sobie życie .
 






 Jessie Blue / 18 lat. / Uwielbia pomagać innym . Czy pomoże i Chloe?







Lily Adams/ 19 lat. / Zrobi wszystko by zabrać chłopaka 
każdej dziewczynie.






Dylan Fox /19 lat. / Przyjaciółka Lily. Jest wredna dla większości osób.






Lil Brown/ 20 lat. /Diler, dobry przyjaciel Justina.